Pustułki na Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 2

w Jastrzębiu Zdroju

24 czerwca 2009

W środku ponad stutysięcznego, górniczego miasta Jastrzębia Zdroju mamy od kilku lat nowych lokatorów. Co prawda, nie są to jastrzębie z naszego miejskiego herbu, ale gościmy tutaj innego drapieżnika: pustułkę.

Aż dwie pary pustułek znalazło sobie miejsce na gniazda na budynku Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Jastrzębiu Zdroju. Można je zobaczyć krążące nad budynkiem szpitala, a wieczorami usłyszeć ich nawoływania. Co aż dziwne, pustułkom służy pobyt w naszym mieście - dochowały się potomstwa - w sumie mamy jedenaście młodych pisklaków.

Młode pustułki w obydwu gniazdach wykluły się w odstępie prawie miesiąca, więc w jednym gnieździe mamy szóstkę ptaków, które może lada dzień będą w stanie się stąd wyrwać, w drugim piątkę pokrytych puchem pisklaków.

I właściwie to tyle wesołych wiadomości. Ponieważ młode pustułki czeka śmierć.

Niestety rodzicielskie zapędy pustułek zbiegły się z rozpoczynającą się właśnie wymianą okien w szptalu. A ponieważ "oficjalnie" pustułek na szpitalu nie ma - więc nie ma problemu. Nie trzeba się przejmować ptakami, które objęte są ŚCISŁĄ OCHRONĄ GATUNKOWĄ.

Napisałem, że oficjalnie nikt nic nie wie - w cudzysłowiu. Wielu pracowników szpitala jest jednak świadoma obecności latających gości. Wielu z nich miało okazję oglądać gniazda - dotyczy to zwłaszcza działu technicznego szpitala. Ptaki można nawet podglądać przez sieć szpitalną. Ale "oficjalnie" na szpitalu nie ma pustułek i można bez problemu rozpocząć remont.

No cóż, jak ostatnio słyszałem wymiana okien ma się rozpocząć akurat od jedenastego piętra (czyli tam gdzie są gniazda) i akurat po tej stronie szpitala gdzie są gniazda. Już zaczęto stawiać rusztowania - przecież na szpitalu nikt nie wie o tym, że są tam ptaki chronione...

Młode pustułki czeka śmierć.. Nie trzeba ich nawet fizycznie zabijać... Same zdechną...

Po prostu - dorosłe pustułki przestraszone wierceniem, kuciem i ludźmi tuż pod czy też przy ich gnieździe odlecą, pozostawiając pisklaki na łaskę losu. Młode pustułki po prostu umrą z głodu pozbawione stałych dostaw pożywienia. No cóż, niczyja wina... Zdechłe pisklęta na łopatę i do śmieci...

Najbardziej kuriozalne jest to, że wystarczyłoby trochę dobrej woli, żeby je ocalić. Nie trzeba przerywać remontu ani z niego rezygnować - wystarczyłoby rozpocząć remont po drugiej stronie szpitala. Tam też są okna do wymiany. Taka mała zmiana harmonogramu prac mogłaby dać szansę pisklakom.

Gdyby ktoś chciał wysłać maila czy też zadzwonić do szpitala, żeby dowiedzieć się jak idzie zabijanie pustułek, to na zakładce Szpital znajdzie wszystkie potrzebne informacje.

Ja ze swej strony pozwolę sobie na tej stronie pisać o dalszych losach tych pięknych ptaków, licząc, że znajdzie się ktoś, kto pomoże je ocalić.

* Przepraszam za prymitywną, robioną na szybko stronę, ale do wczoraj jeszcze miałem nadzieję, że ktoś pomyśli o pustułkach. Niestety, widok rusztowań tuż pod gniazdem z najmłodszymi pisklakami, pokazał mi po raz kolejny, że jednak myślenie i zdrowy rozsądek nie są tym, czym możemy się chwalić...

24 czerwca 2009 godz. 06:55

W Jastrzębiu ulewa - może ona podaruje kolejny dzień życia pustułkom... Mam nadzieję, że nikt nie będzie na tyle głupi, żeby w tym deszczu stawiać dalej rusztowania.

24 czerwca 2009 godz. 15:25

A rusztowanie sobie rośnie, jestem ciekaw, kiedy wiertarki czy też szlifierki przepłoszą pustułki? Przepraszam, za marną jakość zdjęcia :(

24 czerwca 2009 godz. 18:30

Dziękuję Wykopowiczom za zainteresowanie tematem.